wtorek, 15 marca 2011

Mou! Daj nam ten ćwierćfinał! Real Madryt vs Lyon

UPDATE: Jak podaje As, Ronaldo przeszedł próbę sprawności przed meczem, ale jego występ będzie niepewny do momentu podania oficjalnych składów. Wygląda więc na to, że CR7 jednak zagra, a zwłoka z ogłoszeniem jego występu ma tylko skonfundować Puela. Występ Cristiano jest ważny nie tylko dla Mourinho, który na nim opiera swój atak w ogromnym stopniu, ale też dla samego Ronny'ego. Co by to było, gdyby się okazało, że bez niego na boisku jest w stanie osiągnąć największy sukces od 7 lat w LM? Hierarchia w drużynie mocno by się zachwiała.


Oto nadszedł wreszcie sądny dzień dla Jose Mourinho, jego piłkarzy i dla całego Realu Madryt. To punkt zwrotny dla całego sezonu, a pewnie też dla pobytu Portugalczyka w Madrycie. Właśnie w rozgrywkach europejskiego czempionatu Mou zaistniał na szczytach klubowego futbolu. To tam pokazał, a potem potwierdził bezkompromisowość w dążeniu do zwycięstwa. I nawet jeżeli sięgał po środki kontrowersyjne, jak choćby ultra-obronna gra przeciw Barcelonie, jego skuteczność zrobiła wrażenie na wszystkich.

Nie był wyjątkiem Florentino Perez. Decyzja o zatrudnieniu Jose pociągnęła za sobą nieuchronnie wprowadzenie nowego porządku w klubie i nawet jeżeli oznacza to tolerowanie awanturnictwa i nietaktów portugalskiego trenera, wszystkim madridistas przyświeca w tych dniach jeden cel - zwycięstwo.

Im mniej Mourinho pasuje do 'dżentelmeńskiego' Realu, im więcej władzy uda mu się na Bernabeu wywalczyć, im brzydszą i bardziej wyrachowaną piłkę grają niekiedy Los Merengues, tym bardziej los trenera zależy od występu w tym właśnie turnieju. Portugalczyk po prostu musi pokonać barierę 1/8 finału Ligi Mistrzów. Na szczęście w przeszłości pokazał już, że akurat od tych rozgrywek jest specem wybitnym.

Wszyscy oczywiście wierzymy, że 'tym razem się uda', choć podobne przekonanie wielu kibiców żywiło już przed rokiem. A jednak nie da się ukryć, że drużyna Realu wreszcie wygląda lepiej niż w poprzednich edycjach europejskich pucharów. Imponujące wyniki z fazy grupowej i konsekwentna gra nawet do ostatniego meczu o pietruszkę to przystawki pozwalające wierzyć, że serwujący je kucharz nie zawiedzie przy daniu głównym i także tu wysmaży coś specjalnego.

Także w pierwszym pojedynku Królewskich z Lyonem, przed trzema tygodniami, udało im się osiągnąć mały przełom. Nie tylko po raz pierwszy zdołali oni strzelić gola w wyjazdowej odsłonie tego pojedynku, ale potrafili też nie przegrać. Tak więc mimo straty gola i prowadzenia w końcowych minutach, wynik wciąż faworyzuje Los Blancos.

W tym dwumeczu, tak jak bardzo często w Lidze Mistrzów, o awansie mogą decydować szczegóły. Jeden szczęśliwy strzał między nogami bramkarza może oznaczać przełamanie o wiele, wiele za długiej złej passy Realu Madryt na tym etapie rozgrywek, ale też moment nieuwagi obrońcy kryjącego rywala przy stałym fragmencie może pozbawić Mourinho pracy, a kibiców wpędzić w czarną otchłań beznadziei.

Na środowy wieczór madridistas czekają jednak z optymizmem. Nawet bez Cristiano Ronaldo drużyna potrafi grać efektownie i prezentować zupełnie zadowalającą skuteczność. Benzema stał się w ostatnim czasie głównym specjalistą od przesądzania meczów i tym, od którego zależy gra ofensywy. Jego niedawny rozkwit może symbolizować odrodzenie się potęgi Realu Madryt, ale jeżeli Karim nie potwierdzi dobrej formy w rewanżu przeciw swojemu macierzystemu klubowi, dotychczasowe gole mogą nie wystarczyć na jego obronę. Czy Królewscy wykonają wreszcie krok w przód, zostawiając ostatecznie za sobą okres frustracji i niemocy? Przyjrzyjmy się sytuacji kadrowej w obu drużynach.

Real Madryt

Okoliczności sprawiły, że Jose Mourinho nie musi się szczególnie silić na ukrywanie swojego pomysłu na ten mecz. Być może sam The Special One nie wiedział jeszcze na dobę przed pierwszym gwizdkiem czy wystawi swojego asa, czy jednak będzie musiał go oszczędzić przez wzgląd na kontuzję. Lepszej zagrywki psychologicznej nie dało by się wymyślić.

Jeśli Crisitano zagra, Królewscy zagrają w taktyce dobrze nam znanej przez cały sezon, a także z pierwszego meczu. CR7, Di Maria i Ozil to pewniacy, a ostatnio pewnie dołączył do nich Benzema. Wątpliwe, żeby Mourinho posadził na ławce piłkarza, który w ostatnich ligowych meczach dał mu tyle punktów i - co równie ważne - remis we Francji. Nawet jeżeli warunki fizyczne i gra tyłem do bramki podpowiadałyby wystawienie w pierwszym składzie Adebayora, wszystko wskazuje na to, że to Togijczyk tym razem usiądzie na ławce.

Obok Xabiego Alonso, kolejnego pewniaka, zobaczymy pewnie Lassa. Mały Diarra jak mało kto w składzie Madrytu jest w stanie podjąć ostrą walkę z Toulalanem i Kallstromem. Dodatkowo, faworyt Mou, Khedira po wyleczeniu kontuzji zagrał tylko pół godziny z Herculesem i dla niego gra od początku w tak trudnym i kluczowym meczu może być skokiem na zbyt głęboką wodę.

Wreszcie w obronie nie powinno być niespodzianek, bo obaj nasi najlepsi stoperzy ostatnio odpoczywali. Obok Carvalho i Pepego powinniśmy więc zobaczyć Sergio Ramosa i Marcelo.

Iker - Ramos, Pepe, Carvalho, Marcelo - Lass, Xabi - Di Maria, Ozil, CR7 - Benzema

Warto zwrócić uwagę na pewien detal w grze Di Marii. Mourinho lubi wykorzystywać pracowitość Angela i używać go jako pomocnika grającego na wysokości środkowej linii raczej niż skrzydłowego, zwłaszcza kiedy drużyna się broni. Dzięki takiej opcji nie tylko Sergio Ramos zyskuje wsparcie, ale też dzięki szybkości Kluska i jego świetnemu ostatniemu podaniu, drużyna może groźniej kontratakować. Dlatego też w ostatnich meczach, kiedy graliśmy czwórką w pomocy, Di Maria pełnił rolę jednego ze środkowych pomocników. Przykład wspomnianych wyżej kontrataków to drugi gol Benzemy z Racingiem.

A co jeśli Cristiano jednak nie będzie gotów zacząć od pierwszej minuty? Dobrym rozwiązaniem będzie cofnąć na jego miejsce Karima, a Adebayora wystawić na szpicy. Benzema gra ostatnio tak dobrze również dzięki temu, że ma przed sobą Ade.

Lyon

W pierwszym meczu Claude Puel wystawił przeciw nam niemal najsilniejszy skład, w którym brakowało tylko Lisandro Lopeza (niedorzeczna kontuzja po odkopnięciu piłki ze złości). Tym razem zawieszony za żółte kartki jest Bastos, ale Lisandro już wraca do drużyny. Podobnie zresztą jak Cris i Gourcuff, którzy z kontuzjami zmagali się całkiem niedawno. Pod znakiem zapytania stoi występ Aly'ego Cissokho, którego może zastąpić Timothee Kolodziejczak. Do Madrytu przyjedzie zatem silny Lyon, w stosunku do zeszłego roku wzmocniony paroma solidnymi zawodnikami.

W bramce zobaczymy zatem Llorisa, zaliczanego od paru lat do szeroko rozumianej czołówki europejskich bramkarzy. Do ścisłego topu trochę mu jednak brakuje. Z powszechnych swego czasu plotek o zainteresowaniu Lloriserm Arsenalu niewiele już zostało i dziś wyobraźnie piłkarskiego świata bardziej rozbudzają De Gea czy nawet Szczęsny.

Na obronie, nawet jeśli nie zagra Cissokho, zobaczymy zdyscyplinowany i twardy kwartet dowodzony przez kapitana Crisa. W środku partnerować mu powinien Chorwat Lovren, który mimo zaledwie 21 lat w pierwszym meczu wypadł imponująco. Trzeba jednak zauważyć, że w paru bardzo wątpliwych sytuacjach sędzia szczęśliwie dla niego odgwizdywał faule w ataku Adebayora. Sędziowanie odegra ważną rolę w środowym meczu, bo przy tak wyrównanym stanie rywalizacji i przy siłowym stylu prezentowanym przez Francuzów, ostrej gry nie powinno zabraknąć.

Druga linia to, po defensywie, jeszcze więcej siły fizycznej i regularności w postaciach Toulalana i Kallstroma - niezmordowanych piwotów, którzy będą nieustannie nękać naszych rozgrywających Ten drugi nie rozegrał w pierwszym spotkaniu z Królewskimi najlepszego meczu, Szwed jest dość toporny z piłką przy nodze i nie bardzo zwrotny. Ale jeżeli będzie miał wystarczająco dużo miejsca i czasu, jego potężne strzały nawet z dużej odległości mogą być naprawdę groźne. Kallstrom nie jest jedynym w drużynie, który potrafi uderzyć, ale jest najlepszym przykładem na siłę Lyonu w tym elemencie gry. Przed rokiem gola w pierwszym meczu straciliśmy właśnie po bombie Makouna, którego jednak już we Francji nie ma.

Jeżeli Toulalan i Kallstrom są nogami francuskiego klubu (choć tak po prawdzie, to tam wszyscy piłkarze ciężko harują), to mózgiem jest Gourcuff. To na jego transfer prezes Jean-Michel Aulas wydał w tym sezonie najwięcej i to on właśnie wnosi do ataków swojej drużyny element nieprzewidywalności i kreatywności. Gourcuff lubi sobie szukać miejsca za plecami napastnika, między obroną a pomocą rywala. Trochę podobnie do Ozila, od którego jest co prawda silniejszy, za to mniej błyskotliwy.

Na skrzydłach w środę zagra dwóch z trójki: Lopez, Delgado, Briand i stawiam jednak na pierwszych dwóch. Lisandro to wyborowy strzelec i na pewno warto go mieć w polu karnym. W zeszłym roku to jego wystawiał na szpicy Puel, ale w tym sezonie trener chyba przekonany jest do Gomisa, który nie tylko całkiem nieźle zastępował Argentyńczyka podczas nieobecności, ale potrafił też współpracować z Lopezem po jego powrocie. W ostatnim meczu ligowym Lisandro strzelił gola z asysty Gomisa właśnie. Skoro więc obaj napastnicy mogą występować jednocześnie, dlaczego z tego nie korzystać? Mało kto daje drużynie taką obecność w polu karnym jak potężny Gomis. A że potrafi on też trafić do siatki, widzieliśmy już w pierwszym meczu w Lyonie. Delgado spodziewam się zamiast Brianda ze względu na jego większą ruchliwość i chyba jednak lepszy drybling. Grał przeciw Sergio Ramosowi w pierwszej części meczu sprzed trzech tygodni i sprawił mu sporo problemów.

Lloris - Reveillere, Cris, Lovren, Kolodziejczak - Toulalan, Kallstrom - Delgado, Gourcuff, Lisandro - Gomis

Nie zapominajmy też, że w odwodzie trener Francuzów ma jeszcze Pjanica - naturalnego zastępcy Gourcuffa - którego gol wyrzucił Real Pellegriniego z ostatniej edycji Champions League.

Klucz do zwycięstwa

...to przede wszystkim agresywny pressing. Z tym elementem gry Królewscy miewali w przeciągu sezonu problemy, mecz z Herculesem niech będzie najświeższym z przykładów. Zwłaszcza w pierwszej połowie goście z Alicante skutecznie przeszkadzali Ozilowi i spółce w prowadzeniu gry, bo mieli czas, żeby się przy piłce utrzymywać. Kiedy jednak Real rzuca się do rywala już na jego połowie, zwykle oglądamy świetne widowisko, a nieraz i goleady. Także w meczu na Stade de Gerland to gospodarze prezentowali się lepiej i mieli więcej z gry, póki Mourinho nie zmotywował swojej drużyny do bardziej energicznego pressingu. Stąd też wzięła się bramka Benzemy, którą poprzedził przechwyt wspólnymi siłami Karima i Ozila. Lyon nie jest drużyną, która swobodnie czuje się szybko grając piłką na własnej połowie. Jego obrońcy to raczej drągale niż wirtuozi i pod presją, zdarza im się pogubić.

Drugim ważnym czynnikiem do sukcesu będzie konsekwencja i dyscyplina. Real, przyzwyczajony do swojej wyższości nad niemal całą Primera Division nieraz prowadząc rozluźnia się i na zbyt wiele pozwala rywalowi. Tak było całkiem niedawno w Santander, ale też w Getafe na początku roku. Także Lyon zdobył wyrównanie w końcówce meczu, który wygrywaliśmy. Nie łatwo pewnie jest wykorzenić wielomiesięczny nawyki, ale Liga Mistrzów wymaga absolutnej koncentracji po ostatnią minutę dwumeczu. Stąd też pewnie akcja piłkarzy i wypowiedzi Mou zachęcające kibiców do żywiołowego dopingu. Królewscy mimo wszystko nie są bardzo doświadczeni w meczach pucharowych i będą wsparcia Bernabeu potrzebować, by wyeliminować momenty przestoju w swojej grze.

Na szczęście wydaje się, że mogą na nie liczyć. Nawet niezależnie od tego jak głośno fani będą krzyczeć i śpiewać, statystyki Realu w meczach u siebie są bardzo obiecujące. W Madrycie Mourinho nie zdarzyło mu się dotąd stracić choćby punktu. Co prawda rywala tej klasy co ten środowy chyba jeszcze nie gościliśmy, ale warto pamiętać, że Lyon nigdy nie pokonał Królewskich na wyjeździe.

Musimy więc ograć drużynę doświadczoną na europejskiej arenie i pewną swoich możliwości, ale też drużynę, dla której półfinał LM to historyczny sukces, na który raczej w tym roku nie liczą. Przewaga jakości, a także przewaga wyniku, wciąż jest po stronie Los Blancos. W swoich rękach trzymają oni możliwość przełamania klątwy 1/8 Champions League i otwarcia wrót do - kto wie - być może nawet historycznego sukcesu, jakim była by la decima! Do ćwierćfinału na pewno. Po raz pierwszy od siedmiu lat.

Hala Madrid!

EDIT: Oczywiście dołączam się do życzeń szybkiego wydobrzenia Abidala! Oby szybko wrócił do zdrowia i do gry.

2 komentarze:

Kropinho pisze...

Liczę, że najesz się dzisiaj nerwów. Real jednak jest silniejszy od Lyonu i powinien awansować w końcowym rozrachunku. Przeszkodzić może małe doświadczenie drużyny w pucharach i presja magicznego ćwierćfinału LM.

cichonio pisze...

heh, nerwów nie uniknę na pewno, bo na 3-0 do przerwy nie ma co liczyć. Ale nawet jakby coś nie szło, to Mourinho potrafi na ogół pomóc drużynie z ławki no i ma na tej ławce paru konkretnych piłkarzy. Za Pellegriniego zabrakło właśnie bodźca po przerwie

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails