piątek, 30 września 2011

Podcast s02e09!

Witajcie,
Oddajemy w Wasze ręce kolejny odcinek naszego podcastu. Dziś razem z Tomkiem i Bunikiem mówimy o:

- wtorkowym meczu Realu z Ajaxem
- czy Ajax jest silniejszy niż w zeszłym sezonie?
- czy Real jest już w lepszej formie
- co sądzimy o występie Khediry i Kaki
- środowym meczu BATE z Barceloną
- czy Barca jest w optymalnej formie
- jak na klub wpływają przepychanki na górze, czyli wojna między RoSellem a Laportą i co do tego ma Guardiola
- o wyczynach Messiego
- a na koniec zapowiadamy najbliższą kolejkę La Ligi

Zapraszamy do słuchania i komentowania!

Czytaj dalej ...

poniedziałek, 26 września 2011

Podcast s02e08!

Witajcie, dziś w podcascie:

- podsumowujemy ostatnią kolejkę La Liga
- omawiamy mecze Realu i Barcelony
- co nam się podobało w grze jednych i drugich, a co nie
- zastanawiamy się czy Atletico ma szansę na sukces w tym sezonie
- omawiamy również najbliższą kolejkę Ligi Mistrzów
- zastanawiamy się nad losem i przyszłością Ajaxu, który kiedyś był wzorem, a teraz walczy o swoją tożsamość

Zapraszamy do słuchania i komentowania!

Czytaj dalej ...

niedziela, 25 września 2011

Projekt Bernabeu: Floro Perez jak Chevy Chase

Na zgromadzeniu generalnym socios Realu Madryt przyjęto przedstawiony przez Florentino Pereza projekt przebudowy i rozbudowy Santiago Bernabeu. Na filmiku poniżej przedstawiona jest historia stadionu (od Chamartin do Bernabeu), z komputerowo wygenerowaną grafiką przedstawiającą wygląda nowego Bernabeu.


Mnie się bryła naszego stadionu bardzo podoba, ma bardzo solidny prostokątny zarys, a zaokrąglone boki dodają jej lekkości. Dlatego wolałbym, żeby wygląda Bernabeu pozostał niezmieniony. Zwłaszcza, że projekt Floro kojarzy mi się przede wszystkim z tym:

Czytaj dalej ...

piątek, 23 września 2011

Podcast s02e07!


Witajcie. Przed Wami kolejny odcinek naszego podcastu, a w nim:

- La Liga jednak nie taka słaba, komentujemy układ tabeli po pierwszych 4 kolejkach;

- remis Realu: co się dzieje w zespole z Madrytu? Obrona czy atak jest problemem w grze Królewskich, a może oba elementy szwankują? Staramy się tego dociec;

- co się dzieje z Ozilem, czy zmiana życiowej partnerki i ciągłe podróże za nową śliczną dziewczyną są powodem słabszej postawy Niemca?

- omawiamy także najlepsze spotkanie tej kolejki, czyli Valencia vs. FC Barcelona, gdzie remis był zasłużony;

- na koniec zapowiadamy najbliższą kolejkę i dowiecie się dlaczego Raul Bravo jest nieudolną kopią Roberto Carlosa, a Raul Tamudo jest znienawidzony przez Tomka i całą rzeszę cules;

Zapraszamy do słuchania i komentowania!



Czytaj dalej ...

czwartek, 22 września 2011

Valencia–Barca 2-2, czyli remis ze wskazaniem…

Po pierwsze: to był bardzo dobry mecz, w głównej mierze za sprawą gospodarzy. Trzeba oddać przeciwnikowi, to co się mu należy: Valencia zagrała bardzo dobry, a chwilami świetny mecz (ta chwila trwała pierwsze 45 minut!). Unai Emery przygotowywał się do tego meczu trzy lata i muszę przyznać, że prawie mu się udało. Trener Nietoperzy jeszcze nigdy nie wygrał z Guardiolą, a wczoraj był chyba najbliżej, Valencia dwa razy obejmowała prowadzenie, ale nie udało im się dowieźć zwycięskiego rezultatu do końca. Pech? Być może, ale i tak zespół Emery’ego może być zadowolony.

Mój Tata napisał mi dziś maila: “Barca znowu remis. Co jest?” – i co ja mam odpowiedzieć? Barca zremisowała z Valencią, bo: a) gospodarze zagrali bardzo mądrze i dobrze, b) goście zagrali przeciętnie i (w pierwszej połowie) głupio. W takich warunkach remis jest wynikiem dobrym. W ostatnich podcastach mówiłem, że wciąż nie jestem przekonany do nowej formacji, którą w tym sezonie Pep próbuje wprowadzić i chyba miałem rację. Nie chodzi mi o to, że  formacja z trzema obrońcami jest zła, bo nie jest, co pokazały mecze z Villarrealem i Osasuną, bardziej chodzi mi o to, że zespół jeszcze jej się w pełni nie nauczył.

Przy takiej taktyce drużyna musi być przez cały czas skoncentrowana i nie może łatwo tracić piłki. Te dwa elementy zawiniły przy wszystkich golach, które Barcelona straciła z Sociedad, Milanem i Valencią. Nie był to przypadek. Jeśli dodamy do tego, to w jaki sposób Mister rotuje składem (co akurat mi się podoba), to możemy łatwo zobaczyć, że gdy w pomocy gra Busquets i Keita, to płynność naszej gry i możliwości w ataku się ograniczają. I żeby nie było: to nie Keita jest winny tych remisów, bo akurat on jest jednym z najlepszych zawodników Barcy w tym sezonie. Kto myśli inaczej, ten się myli. Po prostu, przy takim ustawieniu i skomasowaniu całej siły zespołu w środku pola potrzeba zawodników, którzy będą skoncentrowani przez pełne 90 minut i będą równie dobrze grali z piłką przy nodze, jak i bez niej.

We wczorajszym meczu Emery doskonale wiedział co chce zrobić, jego plan był prosty: skoro Barca gra 3 obrońcami, to trzeba zagrać szeroko, tak aby zneutralizować Daniego Alvesa, co otworzy drogę na lewym skrzydle. Stąd Jordi Alba i świetny Mathieu na jednej flance od pierwszej minuty i stąd szły wszystkie groźne akcje Valencii w pierwszej połowie. I gdyby nie Soldado i jego pech (nieskuteczność?), to gospodarze mogliby strzelić kilka goli więcej. Na szczęście Pep w drugiej połowie (dlaczego czekał aż 45 minut?) oprzytomniał i cofną Daniela do obrony i zdyscyplinował zespół, co przyniosło natychmiastowe efekty.

W pojedynku Emery vs. Guardiola remis ze wskazaniem na tego pierwszego, choć mało brakowało, a Katalończycy wywieźliby trzy punkty z Mestalla (co zrobił Villa po fantastycznym podaniu Messiego?!).

Jestem zadowolony z wyniku, może mniej z gry, ale nie widzę powodów do niepokoju. Barcelona jest w dobrej formie i już nie mogę doczekać się sobotniego hitu, kiedy to na Camp Nou przyjedzie Atletico Madryt, które imponuje doskonałą formą, a punktów ma tyle co ich odwieczny rywal, Real Madryt (konia z rzędem temu, kto pamięta ostatni taki przypadek?). Będzie się działo!

Czytaj dalej ...

Real: Nie jest źle. Na razie...

A jednak się stało. Spodziewaliśmy się, że po wpadce w Levante podrażniona drużyna wściekle rzuci się na Racing chcąc wyładować frustrację i sportową złość po porażce z drużyną, która na papierze ograć Realu Madryt nie miała prawa. Ale jednocześnie wisiała w powietrzu wątpliwość, czy Królewskim w Walencji faktycznie przydarzyło się głupie potknięcie, czy raczej pokazali oni bezsilność mającą przyczyny głębsze niż tylko pojedynczy gorszy dzień. Nie powisiała długo, Real znów zagrał beznadziejnie.

Mourinho powiedział, że mecz z Racingiem wywołał u niego lepsze wrażenia niż ten niedzielny, ale zastanawiam się, czy jedyna różnica nie polegała na tym, że tym razem skończyliśmy mecz w komplecie. Po gospodarzach było widać, że nie czują przed nami respektu, że wyczuli naszą słabość i przez większość meczu utrzymywali zagrożenie z dala od własnej bramki, tak jak chcieli. Owszem, obficie korzystali z asortymentu sztuczek zastosowanych przez piłkarzy Levante, grali na czas, ostro faulowali, nękali sędziego nieustannymi pretensjami. Dokładnie tak samo, jak to będzie teraz robić nasz każdy kolejny rywal z niższej półki. Co zamierzamy z tym zrobić?

Mourinho przy okazji meczów z maluczkimi zwykł liczyć na przytłaczającą przewagę potencjału swojej drużyny. Na ogół to zresztą wystarczało, zwłaszcza kiedy miał do swojej dyspozycji kluczowych zawodników. Na wypadek gdyby ich miało braknąć, sprowadził przed tym sezonem Şahina i Coentrão.Voilà, drużyna wzmocniona. Szkoda tylko, że nie wykorzystujemy potencjału, jaki tkwi w zespoleniu indywidualnych talentów w jedną zgraną całość, potencjału, który tkwi w grze kombinacyjnej.

Ledwie parę dni temu po tym samym Racingu, który zabrał nam punkty, przejechało się Atletico. O, przepraszam, to nie był ten sam Racing, bo od tego czasu stracił Acostę i Aranę, więc większość swojej siły ofensywnej. Ale na nas to i tak wystarczyło. Różnica między naszą grą, a grą Atletico jest taka, że Atleti ma bardzo silną linię pomocy, z szybkimi skrzydłowymi, którzy świetnie współpracują z bocznymi obrońcami. Ze środkowymi pomocnikami, którzy na zamianę podłączają się do ataków, potrafią strzelić albo podać. No i mają komu podać, bo drużyna swoją ruchliwością potrafi stworzyć wolną przestrzeń w polu karnym rywala.

My nie mamy drugiej linii. U nas są obrońcy i napastnicy, a miedzy nimi Xabi Alonso. Nasza formacja w ataku jest płaska jak profil Andrzeja Strejlaua. Nasza gra polega na dostarczeniu piłki do Ronaldo, który ma przed sobą trzech obrońców, ale i tak decyduje się na drybling. Jego stałe fragmenty dobrze wyglądają tylko na filmach, bo na boisku są żałośnie nieskuteczne. Poza Marcelo nie było w środę nikogo, kto swoim poruszaniem się myliłby jakoś obrońców. Benzema jeden raz dostał piłkę w polu karnym. To nie przypadek, że nie strzeliliśmy bramki w dwóch meczach z rzędu (po raz pierwszy od 2007 roku).

Oczywiście, na tym etapie sezonu nie ma co panikować. Zwłaszcza kiedy Barcelona także straciła punkty, sytuacja ciągle nie wygląda źle. Drużyna się rozkręci, kontuzjowani wrócą do składu, kluczowi zawodnicy złapią lepszą formę. Na Bernabéu pewnie pokonamy słabe Rayo, Ajax prawdopodobnie też i atmosfera w zespole też się poprawi. Tak jak w zeszłym sezonie. Tylko czy ten sezon nie miał być lepszy od poprzedniego? Czy drużyna nie miała być silniejsza? Żeby skutecznie walczyć o mistrzostwo powinniśmy poprawić naszą grę w ataku pozycyjnym, zmienić coś więcej niż tylko skład personalny. Tylko że nie mam przekonania, czy Mourinho na takiej zmianie w ogóle zależy.

Czytaj dalej ...

poniedziałek, 19 września 2011

Podcast s02e06!

Kolejna ligowa kolejka za nami, a co za tym idzie kolejny nasz podcast przed Wami. Dziś rozmawiamy o:

- wysokiej wygranej Barcelony,
- czy Barca w ogóle ma pierwszą jedenastkę,
- o nowym ustawieniu, które od początku sezonu Pep konsekwentnie wprowadza do zespołu,
- o przegranej Realu,
- zachowaniu Khediry
- i kolejnym incydencie z udziałem Pepego, który doprowadził do naszej gorącej dyskusji,
- o kolejnym słabym występie Kaki,
- nie omieszkaliśmy też napomknąć o dobrej formie Valencii i Atletico,
- na koniec zapowiadamy środowe mecze Realu i Barcelony

Zapraszamy do słuchania i komentowania!

Czytaj dalej ...

niedziela, 18 września 2011

Kącik taktyczny im. Jacka Gmocha: odc.1. Brak współpracy na prawej stronie


Real już od początku sezonu objął prowadzenie w tabeli (które zdążył już stracić), ale dość szybko pojawiły się głosy krytyczne pod adresem obrony Królewskich.


Piłkarze Mourinho w zeszłym sezonie stracili dystans do Barcelony ze względu na gorszą skuteczność defensywy właśnie (więcej o tym tutaj), a w obecnych rozgrywkach sytuacja, póki co, nie wygląda lepiej. Jakie konkretnie elementy gry to powodują? He he he...

Dziś przeanalizujemy pierwszą bramkę straconą w meczu z Getafe, żeby pokazać, co jest do poprawienia jeśli chodzi o prawe skrzydło Królewskich.

Swoboda Marcelo

Mourinho, jak sam twierdzi, zakochał się w Marcelo i uwolnił ogromny potencjał Brazylijczyka dając mu swobodę w ataku. Marcelo często biega do przodu, stając się często pomocnikiem czy nawet napastnikiem (vide pozycja, z jakiej asystował Di Marii w Zagrzebiu).

Żeby jednak zanadto nie odkrwać tyłów, Mourinho zahamował zapędy ofensywne Sergio Ramosa, który, kiedy Marcelo biegnie do przodu, zostaje razem z Pepe i Carvalho bliżej własnej bramki, tworząc z nimi tercet obrońców.


Na zdjęciu widać, że Marcelo ustawiony jest na wysokości Di Marii (obaj na czerwono), a więc skrzydłowego. Trójka obrońców, w tym Ramos, zostaje ubezpieczać tyły (na niebiesko).

Marcelo pozycja


Ramos w akcjach ofensywnych

W meczu z Getafe, a w przyszłości także z innymi drużnami, które będą się bronić bardzo głęboko, Sergio Ramos jest jednak potrzebny w ataku, żeby rozciągnąć obronę rywala i zrobić więcej miejsca w środku. Problem w tym, bym wycieczki Ramosa były dopracowane, i by nie stwarzały zbytniego ryzyka i nie odsłaniały naszej obrony w razie kontr.

To właśnie miało miejsce w 'małych derbach Madrytu'. Getafe wyprowadziło kontrę po akcji Realu. Całość wyglądała tak




Najpierw Sarabia traci piłkę na rzecz Pepego, potem rusza kontra Realu. Akcja zwalnia, Getafe zdąża wrócić na własną połowę i przechodzimy do ataku pozycyjnego.


Sergio Ramos podłącza się do ataku, żeby pomóc rozciągnąć obronę. Marcelo (czerwony na górze) w tym czasie też ustawiony jest bardzo wysoko.


Akcja się rozwija, Ronaldo oddaje piłkę Di Marii i sam schodzi do środka. Ramos w tym czasie, schodzi jeszcze głębiej, próbując wykorzystać wolne miejsce na skrzydle.



Rozegranie Di Marii

Sytuacja jest ryzykowna, bo Sergio (czerwony na dole) jest dalej od własnej bramki niż Sarabia (czarny), za którego krycie odpowiada.


W takiej sytuacji kluczowe jest, żeby nie dopuścić do kontry, bo Getafe miało by w niej przewagę liczebną. Jedynym poprawnym wyjściem z tej sytuacji jest podanie do Ramosa, z trzech powodów.
1. Sergio ma dużo miejsca i będzie mógł lepiej dośrodkować niż Di Maria, który ma przy sobie trzech obrońców i poza Ramosem nie ma innych niepilnowanych kolegów.
2. W przypadku ewentualnej straty, Ramos będzie blisko zawodnika z piłką i będzie miał szansę znów ją odebrać lub w ostateczności faulować i przerwać kontrę. 
3. Strata na flance nie jest tak groźna jak strata na środku boiska. Spod linii bocznej zawsze jest dalej do bramki.


Najgorsze, co można zrobić w tej sytuacji to stracić piłkę na środku, bo żaden z naszych bocznych obrońców nie zdąży wrócić do obrony.




Niestety, tak się stało w efekcie zagrania, które wybrał Di Maria, wrzucając pochopnie piłkę do pilnowanego Ronaldo.


Getafe przejmuje piłkę i ma otwartą drogę do naszej bramki. Ramos (czerwony na dole) i Marcelo (czerwony na górze) zostali za akcją.


Wydaje się, że w tej sytuacji najbardziej zawinił Di Maria, który podjął złą decyzję. Angel potrafi zagrywać świetne piłki za plecy obrońców, zaliczył w zeszłym sezonie wiele asyst, ale przy swoich podaniach często podejmuje duże ryzyko.


Taka gra dobrze sprawdza się w szybkim ataku, kiedy obrońcy są źle ustawieni i miejsca dla napastników jest więcej. Przy ataku pozycyjnym ważne jest, by pozbywając się piłki mieć pewność, że dojdzie ona do adresata, w najgorszym razie opuści boisko.


Di Maria nie jest typem piłkarza, o którym mówi się, że ma 'oczy dookoła głowy'. Kiedy dostaje piłkę, najpierw szuka okazji do dryblingu lub strzału, widzi tylko pole przed sobą. Ponieważ instynktownie szuka bramki rywala, na ogół schodzi do środka i nie zwraca uwagi, co dzieje się za jego plecami, przy prawej lini. Dlatego tak rzadko wybiera podaniem Ramosa, nawet jeśli zwykle jest to bardzo dobra opcja.


Oto więcej przykładów z dwóch ostatnich meczów Realu (Getafe i Dinamo)





Wniosek


Współpraca Marcelo i Cristiano na lewej stronie układa się wzorowo. Obaj współpracują, by nawzajem ułatwić sobie grę. Angażują obrońców tak, by kolega z piłką nie był podwajany, potrajany.


Na prawym skrzydle sytuacja wygląda gorzej i Di Maria rzadko korzysta z pomocy Ramosa. Tym samym nie tylko utrudnia sobie stworzenie groźnej sytuacji, ale też w pewnych sytuacjach narażać na niebezpieczeństwo własny zespół.


W następnym odcinku zostajemy z Angelem i przyjrzymy się jego grze w obronie.




Czytaj dalej ...

piątek, 16 września 2011

Podcast s02e05!

Witajcie!

W dzisiejszym podcascie razem z Tomkiem i Bunikiem podsumowujemy pierwszą kolejkę Ligi Mistrzów jak i Ligi Europejskiej.

Zaczynam od pytania: kto jest najprzystojniejszym zawodnikiem w lidze hiszpańskiej? Nie napiszę, że odpowiedź znajdziecie w podcascie, ale na pewno się pośmiejecie.

Oczywiście nie mogliśmy przejść obojętnie nad meczami Realu i Barcelony w Lidze Mistrzów, jak i meczach innych hiszpańskich drużyn w LM i Lidze Europejskiej.

Zapowiadamy także najbliższą kolejkę La Ligi, a także omawiamy (znowu) sytuację finansową klubów Primera Division i nowy plan ratunkowy prezydenta Sevilli Del Nido. Mówimy dlaczego nie ma on sensu i jest nierealny.

Zapraszamy do słuchania i komentowania!


Czytaj dalej ...

wtorek, 13 września 2011

Jedenastka 3. Kolejki La Liga


Zainspirowany nowym pomysłem na taktykę Pepa Guardioli (w meczu z Villarreal, nie z remisu w ostatniej kolejce), ustawiłem jedenastkę 3. kolejki La Liga w formację 3-4-3. Stąd, obecnosć Xaviego jest dla mnie dużym ułatwieniem, ale moja drużyna jednak wyraźnie różni się od Barcelony stylem gry.
Po pierwsze, nie gram fałszywym środkowym napasntikiem pokroju Messiego czy Fabregasa, tylko potężnym i na ziemi i w powietrzu target-manem w osobie Agirretxe. Po drugie, inaczej funkcjonuje moja skromna liczebnie obrona.
Podczas gdy defensywa Blaugrany trzymała się konsekwentnie swojej połowy i tylko jeden środkowy obrońca wychodził wyżej, by pomagać w rozegraniu, u mnie boczni obrońcy mają większą swobodę atakowania. Mają bowiem solidną asekurację w postaci dwóch cofających się defensywnych pomocników: Medela i Albeldy. Oto jak wygląda mój skład.
W bramce stawiam Cristiana Alvareza z Espanyolu, który dotąd był w klubie rezerwowym i nosił bidony za Kameruńczykiem Kamenim. W tym sezonie jednak Alvarez chyba na stałe zagości w pierwszym składzie, po występie przeciw Athleticowi na pewno powinien.
Argentyński portero wyraźnie zaznacza swoją obecność między słupkami, a to cecha każdego wielkiego bramkarza. Kiedy staje naprzeciw napastników rywali, potrafi zrobić się naprawdę duży. W ten sposób obronił sytuację sam-na-sam z Llorente, który -- wydawało się -- zrobił wszystko jak trzeba i przy strzale przytomnie podciął piłkę. To Alvarez zrobił więcej niż w tej sytuacji można by od przeciętnego bramkarza wymagać.
W drugiej połowie, bramkarz ten pokazał zdumiewającą szybkość w swoich interwencjach, kiedy wybił m.in. strzał w samo okienko Susaety. Bez przesady można stwierdzić, że gdyby nie Alvarez, Espanyol nie zgarnąłby kompletu punktów, może nawet nie ugrałby nic.
Ten wchodzący do pierwszego składu zawodnik swoimi interwencjami i pokrzykiwaniem na kolegów raz po raz dawał im bodziec do dalszej walki. Był sercem swojej drużyny, a ogołocony przez letnie transfery Espanyol innych atutów raczej nie posiada.
Z prawej strony dostępu do bramki broni Portugalczyk Miguel z Valencii. To piłkarz, który w zeszłym sezonie popadł w konflikt z trenerem Emerym, a i w pierwszym meczu sezonu nie zagrał w pierwszym składzie. Ale upodobanie szkoleniowca do ciągły rotacji i zbliżający się mecz w Lidze Mistrzów z Genk sprawiły, że Miguel w sobotę przeciw Atletico dostał szanse.
Na szczęście swoje i całej drużyny. Wśród jego dokonań w tym spotkaniu na czoło wysuwa się oczywiście asysta przy jedynej bramce Soldado, która miała postać idealnie wymierzonego dośrodkowania spod samej linii bocznej, ale to nie wszystko, co Miguel dał drużynie.
Jego pracowitość i dobre warunki fizyczne pozwoliły mu wspomagać ataki prawą stroną kiedy tylko zaistniała ku temu okazja. W dodatku Portugalczyk jest jednym z najlepszych technicznie piłkrzy na swojej pozycji i z piłką przy nodze czuje się naprawdę swobodnie. Przede wszystkim jednak wraz z całą obroną zachował czyste konto przeciw mającemu armaty dużego kalibru Atletico.
Drugie skrzydło obrony powierzam klubowemu koledze Miguela, Francuzowi Mathieu. Mniej uzdolniony technicznie od kolegi, jest równie pracowity i chyba trochę solidniejszy w obronie, dzięki większej sile fizycznej. Mathieu także raz po raz ruszał do przodu lewym skrzydłem, nadając atakom Valencii płynności i stwarzając problemy obrońcom Atleti.
Bardziej odważnie niż w zeszłym sezonie schodził też do środka, jeżeli otwierała się tam wolna przestrzeń. Francuz jest bardzo inteligentnym zawodnikiem i wygląda na to, że ciągle się rozwija. Emery będzie miał z niego jeszcze dużo pożytku.
Między bocznymi obrońcami Los Che umieszczam Sergio Ballestrosa z Levante. Ten bardzo już wiekowy stoper swoją masą mógłby obdzielić dwóch krzepkich obrońców i choć zwrotny jest jak lokomotywa, w swojej grze nadrabia doświadczeniem i zaangażowaniem.
To dobry duch drużyny i w dużej mierze dzięki niemu Levante zachowało czyste konto w Santander, wywożąc z El Sardinero punkt. Trzeba jednak dodać, że ta kolejka nie obfitowała w imponujące występy środkowych obronców, nie miał więc Ballestros szalonej konkurencji.
Tym, który osłania i asekuruje defensywę jest Medel z Sevilli. Ten zaledwie 172 centymetrowy Chilijczyk w meczu z Villarreal mocno się napracował, żeby utrudnić rywalom wymianę misternych podań, z których słyną. Medel jest wulkanem energii, każde jego podanie jest soczyczyste, strzał nigdy za słaby. Wydaje się, ża im trudniej mu się gra, tym bardziej się napędza, ale przede wszystkim on nigdy nie odpuszcza.
W sobotnim meczu Sevilla długimi chwilami oddawała piłkę i inicjatywę Żółtej Łodzi Podwodej. Gdyby nie zadziorność i agresja Medela w odbiorze, zostałaby całkowicie zdominowana i nie wywiozłaby z El Madrigal nawet punktu.
Partnerem Medela ze środka pola czynię Albeldę. To nie samowite, jak długo ten piłkarz-ikona Valencii utrzymuje wysoką formę. Do meczu Los Che z Atleti przystępowałem z przekonaniem, że zobaczę piłkarskiego emeryta, dogorywającego jako kapitan w sezonie, który może okazać się jego ostatnim. Nie mogłem się bardziej pomylić!
Albelda cały czas był w centrum akcji. Nie faulował, notował kolejne odbiory po precyzyjnych wejściach, i natychmiast wyprowadzał szybkie kontry. Przy jego doświadczeniu, wiedział dokładnie jak się ustawiać, jakie decyzje podejmować, żeby być najbardziej wydajnym i nie tracić sił na darmo. Jego grę oglądało się z prawdziwą przyjemnością.
Pora na rozgrywającego, czyli Xaviego Hernandeza (wiadomo skąd). To on jest osią, w okół której kręci się gra Barcelony, tym, który jednym podaniem sprawia, że po cierpliwej wymianie klilkunastu zagrań, napastnicy nagle znajdują się w polu karnym, z bramkarzem jako jedyną przeszkodą. Znamy to aż zbyt dobrze.
W Barcelonie często podkreśla się kolektyw jako główną siłę, ale bez Xaviego, tenże kolektyw nie byłby najsilniejszą drużyną świata. W meczu z Realem Sociedad strzelił gola i zaliczył asystę do Pedro. Xavi skromnością nie grzeszy, od słuchania jego buńczucznych wypowiedzi puchną mi uszy. Na szczęście w czasie meczów nie zajmuje się bynajmniej udzielaniem wywiadów.
Santi Cazorla z Malagi wspomaga w rozegraniu starszego kolegę z reprezentacji. Jego podania są równie precyzyjne, styl podobnie elegancki. Santi nie występuje jednak w drużynie tak zgranej jak Barcelona. Piłkarze Malagi dopiero uczą się nawzajem swojej gry i póki wszystko się nie zazębi, zależą od chirurgicznych strzałów Cazorli.
On potrafi przesądzić o wyniku meczu jednym stałym fragmentem gry: uderzyć bardzo precyzyjnie, jak przy pierwszym golu przeciw Granadzie, albo po prostu przechytrzyć defensywę, jak przy drugim trafieniu. Santi staje się dla drużyny Pellegriniego zawodnikiem, bez udziału którego żadna akcja nie może się odbyć. W poniedziałek zaliczył też asystę przy drugiej bramce Joaquina. Na tym etapie budowania drużyny trudno sobie wyobrazić Los Blanquiazules bez tego rozgrywajacego.
Wreszcie, przechodzimy do zawodników, którzy mają podania kolegów zamieniać na bramki. Pierwszy od prawej jest Karim Benzema. Napastnik Realu Madryt zademonstrował imponującą skuteczność, strzelając Getafe dwie bramki i siejąc popłoch w polu karnym przy niemal każdym zagraniu.
Przy pierwszym golu 'Benz' miał mało miejsca i czasu na przyjęcie piłki i przymierzenie w okienko, ale od kiedy stracił nadwagę i odzyskał bystrość, potrafi robić rzeczy dla większości napastników nieosiągalne. Druga bramka była tylko potwierdzeniem dobrej formy. Kotek z zeszłego sezonu pokazał pazur. Mógł jeszcze zaliczyć dwie asysty, ale koledzy nie dorównali mu skutecznością.
Po lewej stronie ataku biega Giuseppe Rossi z Villarreal. Napastnik, który tego lata miał zostać bohaterem 30-milionowego transferu ostatecznie utkwił na El Madrigal, w drużynie, która na razie nie może odzyskać formu sprzed roku. Rossi chyba jako jedyny nie ma obniżki formy. Gra tak, jakby był zdesperowany, by przekonać wielkie firmy, że jednak warto zaciągną kredyt pod jego kupno.
Przeciw Sevilli, po stracie gola i bramkarza Diego Lopeza, ten Włoch z amerykańskim paszportem praktycznie w pojedynkę utrzymał Villarreal w grze. Bez jego udziału żaden atak nie wyglądał groźnie. Giuseppe w pojedynkę szarżował na całą obronę gości i w ten sposób wywalczył rzut karny, który następnie z zimną krwią zaminił na bramkę.
Rossi nie musi odchodzić z Villarreal, by spełnić się jako piłkarz. Wystarczy, że reszta drużyny dostosuje się do jego poziomu, która będzie wtedy mogła powalczyć o cele nie mniejsze niż w zeszłym sezonie.
Na szpicy wystawiam piłkarza, który od poczatku sezonu chyba najbardziej mi zaimponował. Wychowanek Realu Sociedad Imanol Agirretxe dostał szansę w pierwszym składzie po odejściu Raula Tamudo, między innymi dlatego, że jego klubu nie stać na transfery nowych zawodników. Ale po jego grze zupełnie nie widać ubóstwa klubowego budżetu, bo strzela bramki niczym słynniejszy rodak z Państwa Basków, Fernando Llorente.
Agirretxe zaczął sezon z przytupem, od dubletu przeciw Espanyolowi. Tym razem okazał się zmorą tej słynniejszej z barcelońskich drużyn. Wydaje się, że nie ma dośrodkowania, do którego Bask nie potrafiłby doskoczyć. Nie ma pozycji, z której nie umiałby główkować dostatecznie mocno.
Tak długo, jak w jego kierunku będą posyłane dośrodkowania takie jak w sobotę, La Real nie musi martwić się o ligowy byt. A kto wie, czy w krótce nie podreperuje sobie budżetu sprzedażą Agirretxe do drużyny dużo bardziej zasobnej.
Moja jedenastka kolejki:
Alvarez(ESP) - Miguel(VAL), Ballestros(LEV), Mathieu(VAL) -  Medel(SEV), Albelda(VAL) - Xavi(FCB), Cazorla(MAL) - Benzema(RM), Agirretxe(SOC), Rossi(VIL)

Czytaj dalej ...

poniedziałek, 12 września 2011

Podcast s02e04!

Za nami trzecia (de facto 2) ligowa kolejka, w której działo się nadspodziewanie wiele. Real Madryt – nie bez kłopotów – pokonał  Getafe 4-2, a FC Barcelona zremisowała na wyjeździe z Realem Sociedad 2-2. Razem z Michalivem omawiamy te jak i pozostałe mecze tej kolejki.

Rozmawiamy o obronie Realu i pozycji Coentrao, dyskutujemy o formie Benzemy i Higuaina, a także przyglądamy się bliżej grze Cristiano Ronaldo.

Nie mogliśmy nie powiedzieć o meczu Barcelony, czyli o tym jak Villa do spółki z Busquetsem doprowadzili do tego, że Barca wróciła z Kraju Basków tylko z jednym punktem. Jaki wpływ na przyszłość Barcelony będzie miała kontuzja Alexisa Sancheza i czy Pep zdecyduje się na grę 3 obrońcami w najbliższych meczach, o tym dowiecie się z dzisiejszego podcastu.

Na koniec, krótko omawiamy najbliższe mecze ruszającej we wtorek Ligi Mistrzów.

Zapraszamy do słuchania! Komentarze możecie przesyłać na maila: johnny.cichonio@gmail.com lub pod tym postem. Za wszystkie uwagi dziękujemy.

Czytaj dalej ...

niedziela, 11 września 2011

Wirus FIFA, czyli o Barcelonie

Tylko 7 z 22 spotkań po reprezentacyjnej przerwie udało się wygrać FC Barcelonie pod wodzą Pepa Guardioli. Jest to chyba jedyny punkt, do którego kibice mogliby się przyczepić oceniając dotychczasową pracę Pepa. Ciężko nie zacząć wierzyć w istnienie wirusa FIFA* gdy jest się fanem Barcy, ja jednak nadal się opieram. 

Wczoraj Barcelona zremisowała wygrany mecz i choć przez pierwsze 30 minut wyglądała jak najlepsza drużyna świata, tak przez kolejne 60 wyglądała jak najbardziej leniwa drużyna na świecie. Czy jest to efekt owego wirusa? Tylko głupiec mógłby tak stwierdzić. Czy jest to oznaka słabszej formy Barcelony? Na pewno nie. Jest to zimny prysznic, który na szczęście przychodzi w dobrym momencie. W drugiej kolejce zeszłego sezonu Barca przegrała z Herculesem 0-2, by potem nie przegrać 31 kolejnych ligowych spotkań, oby w tym sezonie było podobnie.

O meczu samym w sobie nie ma co pisać, warto jednak wskazać na pewne pozytywne i negatywne zjawiska.

Pozytywy:

- Cesc i Alexis znakomicie się wkomponowali w zespół i od początku sezonu są mocnymi punktami w składzie. 
- Keita jako defensywny pomocnik sprawdza się znakomicie. 
- Dani Alves, to najlepszy prawy obrońca na świecie. Kropka.
- Xavi, to najlepszy zawodnik w historii Hiszpanii. Dwóch kandydatów mogących mu zagrozić, gra razem z nim w Barcelonie.
- Pep ma w końcu skład, który pozwala mu na rotację, co oznacza, że nasi zawodnicy będą mieli więcej sił. Czy zespół będzie miał więcej punktów? O tym się przekonamy na koniec sezonu.

Negatywy:

- Villa, oj Villa. Po wejściu na boisku chciał chyba z niego jak najszybciej zejść. Dawno nie widziałem go w tak kiepskiej formie.
- Kontuzja Alexisa (ponoć 8 tygodni ma z głowy), to cios dla drużyny. Sanchez, to materiał na jednego z najlepszych zawodników na świecie i ogromne wzmocnienie FCB, szkoda, że kontuzja trafiła się akurat jemu. Oby wrócił jak najszybciej.
- Pedro po raz kolejny pokazuje, że przeciwko drużynom, które grają wysoko wysuniętą obroną nie jest tak efektywny jakbyśmy chcieli. Mam nadzieję, że to nie jest efekt słabszej formy, tylko efekt słabszego dnia. 
- Busquets i Fontas nie powinni grać razem na środku obrony.Nigdy więcej. Pierwszy ma tendencję do głupich zagrań (patrz. ręka przy drugim golu dla Sociedad), a drugi jest jeszcze za mało doświadczony by błędy i głupotę pierwszego naprawiać. 
- Raz jeszcze Busquets, bo za takie zagrania należy mu się bura od trenera w szatni. (Marcin wie, o czym ja piszę)
- Lenistwo i zlekceważenie rywala, tego odpuścić nie mogę. Nienawidzę jak zespół prowadząc 0-2 zaczyna grać nonszalancko, staje w miejscu i czeka na końcowy gwizdek. Nienawidzę jak przy stanie 0-2 drużyna nie chce strzelać więcej goli, bo myśli, że mecz już wygrała. Po prostu nienawidzę lekceważenia i lenistwa. 

To byłoby na tyle. Pierwsza strata punktów w lidze, teraz czas na Ligę Mistrzów i pojedynek z Milanem. 
Naprawdę nie przywiązywałbym zbyt wielkiej wagi do wczorajszego wyniku. To dopiero początek sezonu i takie wpadki mogą się zdarzać, ważne by na koniec było pierwsze miejsce. Jasne, że wolałbym żeby Barcelona nigdy nie traciła punktów, ale wiem, że jest to niemożliwe. Dzięki temu zawodnicy mają motywację do dalszej pracy, a my mamy więcej zabawy z kibicowania.

Ukłony dla dzielnych Basków, którzy zasłużyli na ten remis swoją walką, nieustępliwością i determinacją.




----------------------------------------------------------------

*Wirus FIFA 
sport.  <oficjalnie nie istnieje; nieoficjalnie: siła wyższa, która odbiera profesjonalnym piłkarzom determinacje, koncentracje i siłę zaraz po powrocie z narodowych reprezentacji; trwa kilka dni,a potem znika bez śladu; jedyny udokumentowany przykład: FC Barcelona 2008-2011, patrz. FC Barcelona>

Czytaj dalej ...

W Madrycie dużo się zmieniło

Mecz z Getafe okazał się trudniejszy niż wszyscy madridistas się spodziewali. Nie powtórzyliśmy 6-0 pierwszej kolejce, bo Getafe okazało się dużo silniejsze od Saragossy. Drużyna Luisa Garcii może zostać czarnym koniem ligi i powalczyć z klubami o większym potencjale o miejsca w europejskich pucharach. Ale to Real wczoraj wygrał, i mimo masy błędów w obronie, zademonstrował swoją ogromną siłę, strzelając cztery gole, a klarownych sytuacji stwarzając jeszcze więcej.

Mourinho nie był zadowolony ze swoich piłkarzy, to zrozumiałe. Ale na pewno jest zadowolony z wyniku i niespodziewanie łatwo osiągniętej przewagi nad arcywrogiem już na początku rozgrywek. Mou cieszyć się może tym bardziej, że fortuna chyba zaczyna mu sprzyjać.

Rok temu Mou nie mógł doprosić się zarządu o trzeciego napastnika, dziś to prezesowi zależy na sprowadzeniu Neymara. JM żadnych transferów nie chce. Piłkarzy na pozycję 'dziewiątki' wciąż ma tych samych, ale pole manewru dużo większe, dzięki postepom Benzemy i ambicji Higuaina, który walki o pierwszy skład nie zamierza odpuszczać.

Rok temu sędzia Clos Gomez popełnia 'trzynaście' błędów przeciw Królewskim, dziś tej samej drużynie daruje w prezencie rzut karny i kluczową bramkę. Jakby tego było mało, to trener rywali wylatuje z ławki rezerwowych, bo wściekle protestuje przeciw żółtej kartce, zamiast cieszyć się, że Torres za faul na Kace nie wyleciał z boiska.

Rok temu Mourinho wystawia przeciw Barcelonie swoją standardową jedenastkę i Gran Derbi kończą się katastrofą. W tym roku ta sama jedenastka dominuje Dumę Katalonii jak nikt w ostanich trzech latach, nawet jeśli ostatecznie minimalnie przegrywa.

Od zeszłego sezonu karta odwróciła się dla Mou. Po wyrzuceniu z klubu Valdano, zmianie struktury zarządu i zaprowadzeniu rządów absolutnych trenera-menedżera, nic nie rozprasza drużyny, która może bez reszty skupić się na pościgu za Messim i spółką. Choć ścisle mówiąc, teraz to Barcelona musi ścigać Real. Owszem, przed rokiem było podobnie, bo do pierwszych Gran Derbi to Królewscy prowadzili w tabeli. Ale nie mieli wtedy bagażu doświadczeń z całego sezonu 2010/11. Tak, od tamtej pory dużo się zmieniło...

Czytaj dalej ...

czwartek, 8 września 2011

Podcast s02e03!

Witajcie! Wracamy po reprezentacyjne przerwie do normalnego, ligowego życia. W dzisiejszym podcaście rozmawiamy z Tomkiem Kropą, który był  niedawno w Hiszpanii i obejrzał kilka spotkań (m.in Barca – Villarreal i Valencia – Santander), a także był we wtorek w Gdańsku na meczu Polska –Niemcy. Warto posłuchać ciekawych relacji z obu wyjazdów.

Oczywiście nie mogliśmy nie poruszyć tematu praw telewizyjnych i pieniędzy ligi hiszpańskiej. Dyskutujemy o tym, czy Del Nido i spółka mają rację, czy są zwykłymi awanturnikami.

Na koniec omawiamy zbliżającą się kolejkę La Liga. Czy jest szansa na to, by Barca z Realem zgubiły punkty w najbliższych meczach? Odpowiedź na te i inne pytania znajdziecie w dzisiejszym odcinku podcastu Johnny and Chichonio!

Zapraszam! Swoje uwagi możecie umieszczać w komentarzach bądź przesyłać nam na maila: johnny.cichonio@gmail.com

Czytaj dalej ...

wtorek, 6 września 2011

Łysina Carvalho


Ricardo Carvalho lubi zaskakiwać. Przede wszystkim, nie wygląda na topowego piłkarza, a już na pewno nie na środkowego obrońcę. Na tej pozycji zwykle prym wiodą wieżowce takie jak Ferdinand, Vidić czy Pique albo bestie w rodzaju Pepego czy Puyola. Carvalho tymczasem ma skromną budowę, kiedy biega, macha kończynami na wszystkie strony, a pośród jego kędzierzawej czupryny połyskuje łysina.
Ten, kto by go zobaczył po raz pierwszy nie powiedziałby, że ten zawodnik w barwach Porto, Chelsea i Realu wygrał niemal wszystko, co możliwe w piłce klubowej, w każdej z tych drużyn będąc niezawodnym filarem defensywy. Ten, kto by po raz pierwszy zobaczył Carvalho dopiero w jego ostatnim, znakomitym sezonie w barwach Królewskich nie powiedziałby, że liczy on sobie trzydzieści trzy lata. Ten, kto śledził ostatnie doniesienia z kadry Portugalii też by tego nie powiedział, tym razem jednak Ricky zaskoczył na minus.
Składając fragmenty informacji o incydencie z Paulo Bento w całość, można odnieść wrażenie, że Carvalho podczas treningu kadry doznał niespodziewanie olśnienia. Zawodnik z wiekiem podupada na formie, ale dzieje się to zawsze stopniowo. Za to świadomość tego procesu nadchodzi nagle i być może to właśnie spotkało tego sympatycznego obrońcę. W panice, nie pisnąwszy słowa do nikogo, jakby chcąc uciec od niewygodnej prawdy, wsiadł w samochód i wyjechał.
Obrażanie się i nagłe opuszczenie kadry bez informowania kogokolwiek to zachowanie godne dziecka, czterokrotnie od Carvalho młodszego. Ale nawet jeśli większości madridistas te humory nie przypadły do gustu, wciąż pozostawały one problemem od nas odległym, zresztą, im mniej piłkarz zostawi zdrowia w reprezentacji, tym więcej zachowa go dla klubu. Ale w miarę jak poznawaliśmy coraz to nowe szczegóły okazało się, że wzburzenie Ricardo spowodował, pośrednio, klubowy kolega Pepe. I tu, nieprzyjemne olśnienie mogło tknąć fanów Królewskich: a co, jeśli wkrótce podobny problem wybuchnie na Bernabeu?
Jak już się rzekło, Carvalho był w zeszłym sezonie rewelacyjny. Biorąc pod uwagę niską cenę był być może nawet naszym najlepszym transferem. Nie dziwne więc, że zarówno kibice, jak i reszta drużyny darzy go wysoką estymą. W trudnym okresie paru minionych dni, ci ostatni pośpieszyli z zapewnieniami, że dla nich, Ricky zawsze będzie 'numerem jeden'. Swoją drogą, ciekawe, czy wśród piłkarzy służących wsparciem był też Pepe... Czas jednak nie stoi w miejscu i zegarek na przegubie Carvalho tyka z nieubłaganie rosnącą częstotliwością.
Dotąd, o konkurencję w klubie właściwie nie musiał się martwić. Albiol nie cieszył się zaufaniem Mourinho i póki Sergio Ramos pozostawał na prawej obronie, portugalski duet stoperów był nietykalny. Przed tym sezonem do składu dołączył jednak Varane, który od razu zaimponował całemu madridismo i wydaje się, że z miejsca stał się trzecim wyborem trenera na swojej pozycji. A w wieku osiemnastu lat możliwości rozwoju ma przecież ogromne.
Jest więc ryzyko, że incydent na zgrupowaniu Portugalii okaże się dla nas bombą z opóźnionym zapłonem. Choć Carvalho ma z Mourinho świetne stosunki, to w ich wspólnych czasach w Chelsea zdarzyło się nieporozumienie, po którym The Special One w słynnej wypowiedzi poddał w wątpliwość zdolności intelektualne podopiecznego. Wtedy także poszło o miejsce w pierwszym składzie.
W inauguracyjnym meczu przeciw Saragossie, Carvalho wypadł przeciętnie. Jako jedyny w swojej drużynie zarobił żółtą kartkę, a po przegranym starciu z Uche, i dwóch nieudanych interwencjach w walce o dośrodkowanie w polu karnym z Da Silvą skórę ratował mu sędzia. Bo, mówiąc uczciwie, nie powinien fauli na Ricardo gwizdać. Nasz najbardziej doświadczony stoper tym razem miał sporo szczęścia. Był o włos od bardzo nieudanej inauguracji sezonu. Ale z tygodnia na tydzień jego łysina będzie się powiększać i tych włosów będzie mieć coraz mniej.

Czytaj dalej ...