niedziela, 24 kwietnia 2011

Powrót Higuaina i Lassa. Valencia 3-6 Real Madryt

Od 23 lat Real nie strzelił w wyjazdowym ligowym meczu sześciu goli. W Walencji ten rekordowy wynik zapewniło nam trio... rezerwowych: Higuain, Kaka, Benzema.

Nie ma co się rozwodzić nad tym meczem. Jak mało on znaczył dla naszego klubu wobec maratonu el clasicos widać po tym, że w pewnym momencie na boisku pojawił się nawet Pedro Leon, zwykle pomijany przez Mourinho nie tylko przy ustalaniu pierwszego składu, ale nawet podczas powołań składu 19-20 zawodników. Trener postawił też od początku na Nacho Fernandeza, piłkarza Castilli, byle tylko dać odpocząć Marcelo, Ramosowi i Arbeloi. Wcześniej jeśli nasi młodzieżowcy w ogóle pojawiali się na boisku, to - poza Adanem w bramce - były to występy symboliczne. Piłkarze z pola uzbierali w sumie w tym sezonie ligowym dotąd 14 minut, a Nacho nawet nie był wśród nich.

Ciekawe, że w lidze gra nam się tym łatwiej, im mniej szans mamy na mistrzostwo. Widać, jak bardzo brak presji pomaga naszym zawodnikom, ale też rozluźnia rywali. Przed dwoma tygodniami gładko wygraliśmy w Bilbao, także rezerwowym składem. Teraz Valencia, która niedawno rozjechała Villarreal 5-0, zapomniała jak groźny jest Real w kontratakach i najwyraźniej przeoczyła, że w naszym napadzie grają zawodnicy co prawda rezerwowi, ale i tak lepsi od Soldado czy Aduriza.

Najwięcej znów mówi się o Kace, ale to Pipita był bohaterem. Gol Benzemy na otwarcie wyniku padł po popisowym podani Gonzalo, idealnie wymierzonym między bramkarzem a obroną. Benzowi wystarczyło dostawić nogę. Druga bramka to już zasługa tylko Pipity, który wyprzedzony przez Mathieu przyczaił się i gdy Francuz chciał zejść z piłką do linii, Higuain wyskoczył zza jego pleców i wpakował piłkę do siatki. Potem Pipa asystował jeszcze Kace, który potem dwukrotnie mu się asystami odwdzięczył. Emery powiedział o swojej drużynie, że zagrała jakby była piętnasta w tabeli. I to prawda, od meczu przeciw Racignowi (6-1) na Bernabeu, strzelanie bramek nie przychodziło nam z taką łatwością.

Higuain, Benzema, Kaka, wszyscy oni mogą być bardzo przydatni w nadchodzących półfinałach Ligi Mistrzów, ale wieści o ich dobrej formie przebija ta o występie Lassa. Mały Diarra wraca po kontuzji w idealnym momencie, bo uraz Samiego Khediry eliminuje Niemca z gry przynajmniej do rewanżu na Camp Nou, a kto wie, czy nie dłużej. Lass przeciw Valencii wyglądał świetnie i widać, że utrzymał wysoką formę mimo krótkiej przerwy w grze. Dla naszego awansu do finału LM będzie absolutnie kluczowy.

A tu filmik ze szpaleru, który Los Che przygotowali nam na początku spotkania. Zasłużyliśmy :)


0 komentarze:

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails