poniedziałek, 3 października 2011

Korzyści jedzenia smażonych kiełbasek


Każdy fan ma swoją wizję zespołu. Każdy fan ma też swojego ulubionego piłkarza. Te dwie rzeczy często się łączą i ulubiona wizja zależy od roli, którą ma odgrywać pupil. Jeżeli ten piłkarz nie gra w pierwszym składzie, gdy nadchodzą gorsze wyniki, to odpowiedzialna za nie jest właśnie zła wizja, bo nie uwzględnia tego, kogo uwzględniać powinna.
Kiedy Benzema nie trafia do pustej bramki, kibice domagają się Higuaín. Kiedy Higuaín marnuje dwie 'setki' w meczu, zaczyna brakować Benzemy. Problemem naszej drugiej linii jest brak kreatywności, więc potrzebujemy Granero, albo też chwiejność w grze defensywnej, więc trzeba nam Lassa, by zaprowadził porządek. Kiedy nie wiadomo, co szwankuje, winny jest Khedira, bo i co on właściwie robi na boisku? W obronie, gdy tracimy gole, Carvalho jest za stary, więc lepiej żeby grał Varane, ewentualnie Ramos buja w obłokach, więc trzeba go zastąpić lepiej skoncentrowanym Arbeloą.
Po niedzielnym meczu jednak żaden fan nie może narzekać i to nie tylko dlatego, że tłuste 4:0 odegnało resztkę nieśmiałych myśli o kryzysie. Po tym meczu można powiedzieć, że w Madrycie grają właściwie wszyscy. To znaczy wszsycy liczący się dla kibiców piłkarze "Królewskich", którzy nie są kontuzjowani (jakby ktoś pytał, to tak, Altintopa z pełną świadomością z tej grupy wyłączam).
Mourinho zaskoczył, bo w składzie na Espanyol oprócz wymuszonych zmian, przeprowadził także takie, które niezbędne nie były. Para stoperów Varane-Albiol już całkiem nieźle sprawdziła się przeciw Rayo, Sergio Ramosa można było więc zostawić na jego tradycyjnej prawej stornie. Khedira wydawał się być brakującym ogniwem naszej drugiej linii, nadając jej solidność, więc pojawienie się w pierwszym składzie Lassa przyprawiło pewnie wielu madridistas o szybsze bicie serca, i to bynajmniej nie z ekscytacji.
Czy zatem logika i dotychczasowy sposób selekcji Moruinho uległy chęci poprawienia atmosfery w drużynie? "Wieczni rezerwowi" Granero i Callejón coraz głośniej marudzili po kątach, że nie mają po co nawet się rozgrzewać podczas meczów? Czy wsparła ich reszta "grupy hiszpańskiej", poirytowana coraz mocniej zaznaczającą się obecnością "grupy portugalskiej"? Powołanie wszystkich zawodników, włącznie z kontuzjowanymi, na wyjazd do Santander wydawało się jeszcze zabiegiem mającym zmylić trop prasie węszącej rozłamy w szatni, ale czwartkowy gril dużo bardziej chyba pełnił rolę integrującą całą drużynę. Decyzje presonalne w meczu z Espanyolem były kolejnym, logicznym krokiem.
Ale mnie po gładkim zwycięstwie nad Espanyolem najbardziej narzuca się co innego. Spory o indywidualności w składzie "Królewskich" nie mają w tej chwili większego sensu niż sama przyjemność spierania się. Bo co z tego, że tym razem zagrał Albiol? Gdyby był Varane też byśmy nie stracili gola. Higuain ustrzelił hat-trick, ale Benzema na jego miejscu też by coś strzelił, albo pomógł by strzelić innym. Khedira zrobiłby dokładnie tyle, co Lass, najwyżej nie dostałby żółtej kartki. Owszem, być może gdyby zabrakło Ronaldo było by nam trudniej, ale o jego obecność bądź nieobecność nikt się przecież nie spiera.
Zmiany personalne, nawet w większej ilości, nie mają znacznego wpływu na naszą grę pod warunkiem, że forma całej drużyny zwyżkuje, a atmosfera w szatni jest dobra. Informatyk rzekłby, że zebraliśmy w Madrycie hardware takiej jakości, że teraz trzeba tylko dobrać odpowiednie oprogramowanie. Z dobrej atmosfery wynika dobra forma drużyny, z dobrej formy drużynowej trzynaście bramek i dziewięć punktów w trzech meczach. O ile więc naszemu software'owi uda się uniknąć wirusa (z tym FIFA włącznie), przez najbliższe tygodnie nazwiska w Realu Madryt mogą się zmieniać, ale wyniki powinny pozostać budująco stałe. Aż do meczu z Barceloną. Bo wtedy Mourinho znów wystawi tylko najsilniejszą jedenastkę.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails