niedziela, 19 września 2010

Jeden zaspał, jeden błysnął, a jeden miał szczęście. RS - RM 1:2

Zmęczony Real zdobył nieprzyjazny Estadio Anoeta dzięki błyskowi geniuszu Di Marii i fartowi Ronaldo. Sociedad był lepszy w pierwszej połowie i mógł prowadzić, gdyby Griezmann zachował więcej zimnej krwi w dwóch sytuacjach. Po przerwie Real (Madryt) zdominował Real (Sociedad) i mimo że zwycięstwa nie mógł być pewien do końca, zasłużenie zgarnął 3 punkty.

W całym meczu było dużo walki, na którą zresztą pozawalał sędzia. Mateu Lahoz jest bardzo pobłażliwym arbitrem, w 40 meczach w Primera podyktował ledwie 2 karne, ma średnią żółtych kartek poniżej 5 na mecz, a czerwoną daje raz na pięć meczów. Symulowanie więc dzisiaj nie zdawało egzaminu. Za to w grze było mało przerw. Wziąwszy pod uwagę niektóre starcia, może nawet zbyt mało.

Królewscy nie mieli żadnej okazji na gola w pierwszej połowie i wyglądali ociężale. Gdyby zamiast Griezmanna grał Sutil, tak jak w poprzednich meczach, moglibyśmy do przerwy przegrywać nawet 0:2. Griezmann to francuski młodzieżowiec, utalentowany, ale najwyraźniej brakło mu trochę zimnej krwi pod bramką Casillasa. Sutil pokazał z Almerią ładne, spokojne wykończenie akcji.


Wykrzesaliśmy trochę więcej energii po przerwie (rozmowa motywacyjna Mou, zapewne), ale z czystymi sytuacjami ciągle było ciężko. Po to jednak płaci się 25 mln. eurosów, żeby w takich sytuacjach mieć na kogo liczyć. Di Maria wreszcie błysnął w oficjalnym meczu. Tuż przed polem karnym było gęsto, minął obrońcę przekładając piłkę z lewej na prawą nogę i wrzucił gałę za kołnierz bramkarzowi. Miodzio! On ma niesamowity potencjał i czas już, żeby trochę więcej dawał zespołowi, dokładnie tak jak dziś. Ten gol mu powinien dodać pewności siebie.


Drugi gol to uśmiech fortuny do CR7, której litość zdobył chyba ciągłym użalaniem. Grał tak jak wcześniej, albo jeszcze gorzej, bo najpierw tylko nieudanie dryblował i głównie tracił piłkę, a po golu di Marii uznał, że czas zacząć polować na gola dla siebie i odpalał na bramkę Bravo dobrze już znane rakiety. Pudłował przy tym też w znany już sposób. Aż wreszcie dostał rzut wolny, rąbnął w mur, piłka się odbiła i przelobowała bramkarza. Naprawdę nie sądziłem, że Crissy przełamie się właśnie jednym ze strzałów z dystansu, ale szczęście, które mu dopisało było dziś na wagę złota dla całej drużyny.

Kiepski był za to Ozil. Nie radził sobie w walce fizycznej i kiedy dochodził do piłki, albo obrońcy mu ją zabierali, albo w pośpiechu niecelnie podawał. Może Sociedad zwrócił na niego szczególną uwagę, a może to po prostu zmęczenie po środowym meczu. W każdym razie brak sytuacji dla Realu w sobotę wynikał w dużej mierze z braku Ozila schodzącego na skrzydła, operującego między liniami i absorbującego obrońców, żeby wyłożyć potem piłkę napastnikowi korzystającemu z niepokrytego miejsca. Starał się Mesut jak mógł, ale to nie był jego dzień.

Straconego gola zawalili do spółki: wcześniejszy bohater di Maria i nasz najlepszy obrońca, Carvalho. Ten pierwszy faulował z zemsty Rivasa, a przy dośrodkowaniu z wolnego Ricardo zaspał i nieudanie próbował złapać Raula Tamudo na spalonym. Jednak wcześniej genialnym wślizgiem uratował nas od straty gola. Więc winowajcy odkupili swoje grzechy.

Wyróżniam jeszcze Khedirę, który był naszym najlepszym graczem przed przerwą. Zawsze o jedno tempo szybszy od rywala w dojściu do piłki bądź podaniu jej pod presją. Lubię, że Sami nie komplikuje niepotrzebnie swojej gry, zwłaszcza że z wyjściami na pozycje było w sobotę kiepsko. Podaje piłkę do wolnego partnera bez zbędnych medytacji i pieszczenia piłki. To pomaga drużynie utrzymać się przy piłce i przyspiesza grę.

Sociedad był najtrudniejszym dotąd rywalem Blancos, co zresztą zapowiadał Jose przed meczem. Grali wysoko, potrafili utrzymać grę pod naszym polem karnym i dojść do dobrych sytuacji, czy to z gry, czy stałego fragmentu. W obronie za to bardzo solidnie i bynajmniej nie desperacko. Murowany kandydat do górnej połowy tabeli, a może nawet do pierwszej szóstki. Skoro ograli już Villareal... Tylko muszą trochę lepiej grać na wyjazdach, zamiast dwukrotnie tracić prowadzenie, tak jak z Almerią. Będę "dzielnym Baskom" kibicował.

Dla Realu główny news to komplet punktów i, do jutra przynajmniej, pozycja lidera. To, że w początkowej fazie sezonu byliśmy w stanie wygrać tak trudny mecz napawa optymizmem. Będzie trzeba jeszcze wiele takich zwycięstw wymęczyć, zanim zdobędziemy campeonato. Krok naprzód w rozwoju drużyny, to pojawienie się di Marii jako rozstrzygającego mecze. Mamy już CR7 (on jeszcze przypomni krytykom na co go stać), Higuaina (dziś bez czystych sytuacji, ale pożyteczny dalej od bramki), wcześniej pojawił się Ozil. Wygląda to więc coraz lepiej. W zeszłym sezonie odpowiedzialność za bardzo skupiała się na Cristiano i Gonzalo.

Z negatywów, nie chcę krakać, ale to, że pierwszy stracony przez nas gol pada po rzucie wolnym śmierdzi znajomo. W ostatnich latach to była pięta achillesowa naszej obrony i możliwe, że ciągle jest. Mou musi coś z tym wyczarować, bo jak trafimy na Chelsea w LM to będzie zgroza.

Ale i tak humor po meczu mi dopisuje. Najważniejsze, że drużyna wyraźnie robi postępy i zdała najtrudniejszy dotąd w sezonie test. Mecz nie był porywający, choć miał dość intensywną dramaturgię, ale liczy się przed wszystkim wynik. Teraz można wreszcie odpocząć po ciężkim tygodniu, a od poniedziałku, z ciągle rosnącymi morale i pewnością siebie pracować nad dalszymi postępami. Już czekam na następną kolejkę. Hala Madrid!

Highlightsy:)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails